O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

niedziela, 22 października 2017

Dla dużego taty i małego synka.

Witam Was :)
Idzie zima, wieczory i ranki robią się coraz chłodniejsze. W ubiegłym miesiącu podsłuchałam jak mój zięć mówił, że chciałaby komin, taki wełniany, zawijany wkoło szyi. Ponieważ moja córka do drutów miłością nie pała, pomyślałam, że zrobię taki komin mojemu zięciowi. Kocha moje dziecko, dobry chłopak jest, to mu się należy :)

Jak ma tata, to przecież synuś też musi mieć. Dorobiłam drugi, malutki kominek dla mojego wnuczusia. I tak dziś oboje zostali obdarowani:)


Kominy są cieplutkie, bardzo miękkie i milutkie.
Wykonane z włóczki Nova, firmy Lang Yarns, drutami nr 5.

Dla zainteresowanych trochę szczegółów technicznych.

Komin męski: obwód 135cm, wysokość 35cm. Robiony z szerokości, 90oczek.
Komin dla maluszka: 100 oczek(18cm obwodu), wysokość 20cm. Ostanie 8 rzędów robiłam szydełkiem nr 6, aby podstawa komina byłe nieco luźniejsza.

Włóczka to mieszanka 48% wełny owczej,  32% wełny z merynosa i 20% poliamidu. Wykonana jest splotem łańcuszkowym co daje jej niezwykłą puszystość.

Ponieważ oba kominy zostały zrobione jako prezent, zgłaszam je do zabawy u Reni





Teraz lecę poczytać co u Was.
Dobranoc :)

sobota, 14 października 2017

Kuchenny decoupage - lekcja 26

Witajcie :)

Jak większość z Was wie, Justynka i Renia prowadzą lekcje decoupage. W tym miesiącu to już 26 lekcja, a tematem jest

Z naciskiem na starocie, a więc taki upcykling/recykling.


Mam kilka strych kuchennych rzeczy (młynki do kawy, sita do maki), ale mają swoją duszę, więc nie chciałam jej zmieniać na siłę. Jednak nadarzyła się okazja, bo z kuchni mojej teściowej wyleciały stare peerelowskie szafki. Jedną sobie zatrzymałam, żeby stała przed wejściem i służyła jako schowek.
Najpierw szlifowanie. I tu mam niespodziankę. Nie mam zdjęć, a były. Chyba wykasowałam przez przypadek...
Koniec końców, szafka prezentuje się tak




Do wykonania wzoru użyłam szablonu ze sklepu http://hag-art.pl/ Przy okazji, dziękuję Agnieszce za gratis do zamówienia :)
Bardzo podoba mi się kolor boków szafki, emalia akrylowa orzech. Front szafki to kolor kość słoniowa.

Do kompletu czekają jeszcze dwie szafeczki.

Teraz jeszcze muszę się dowiedzieć, gdzie zgłosić moje kuchenne decoupage, bo na stronie Justysi nie ma żabki :)

Do następnego, pozdrawiam Was wszystkich,
pa

środa, 20 września 2017

Jesienny kot - konkurs

Witajcie :)

Dziś post będzie zupełnie nie rękodzielniczy.
Dziś będzie o kocim konkursie.
Krysia z bloga: klub kota jasna 8, dobra dusza wszystkich stworzeń, organizuje konkurs. Tematem konkursu jest: 



Temat ciekawy, bo interpretacji może być mnóstwo. 
Co robią koty jesienią, gdy  za oknem szaro, mokro? A co robią gdy złota polska jesień maluje liście na ciepłe żółcie i pomarańcze?
Według moich informacji, to samo co o każdej innej porze roku :)
 
Postanowiłam wziąć udział w konkursie, bo ja przecież mam  koteczkę, która w jesienne kolory wpisuje się idealnie.

Eranka i jej zdjęcie konkursowe

  


To by było na tyle. Zapraszam Was do zaglądania  na blog Krysi. Można się dużo dowiedzieć o zwyczajach naszych milusińskich i dzikich zwierzaków :)

Pa :)



środa, 6 września 2017

Powakacyjny czas

Witam Was wszystkich serdecznie.

Wiecie co? jesteście Kochane :)
Długo mnie nie było, teraz żadnej systematyczności we mnie, a Wy jesteście i odwiedzacie mnie jak gdyby nigdy nic. To jest na prawdę bardzo, bardzo radosne i miłe. Dziękuję Wam za tę obecność :)

Lato to czas urlopów. Dla mnie w tym roku radośnie szumiało morze.
Uwielbiam nasz Bałtyk. Żadne inne, żadne ciepłe morze, nie ma tego specyficznego uroku. Nigdzie na świecie na plaży nie czuć słonego wiatru z zapachem żywicy sosnowej. Mogę leżeć na plaży godzinami i słuchać.
Trzy tygodnie szybko minęły. Ale odpoczęłam od codzienności bardzo. Pięć lat temu byłam ostatnio nad Bałtykiem. W ogóle pięć lat temu byłam po za domem dłużej niż trzy dni.
Przeczytałam 5 książek:
Nigdy nie przepadałam za kryminałami, ale trylogia Stiega Larssona mnie pochłonęła całkowicie.
Żal, że nie dane było autorowi żyć dłużej...
"Kawalerowie Angeliny" to raczej seria letnich czytadeł. Fabuła jak dla mnie zbyt wydumana, ale przepisy na potrawy warte spróbowania.
"Bitwa" to czasy napoleońskie i kolejny raz uświadomiły mi, że psychopaci potrafią porwać tłumy, aby potem je zniszczyć, tylko dla zaspokojenia własnych, chorych ambicji.

Pokajakowałam po Piaśnicy
Zrobiłam jedną serwetę.

A od kilku dni zimno i mokro. Ja jeszcze nie nacieszyłam się latem. Tak go lubię...
Dziś zrobiłam obchód po ogrodzie i niestety, idzie jesień. Wygląda zza każdego zakamarka.
Przebarwiają się berberysy i trzmielina

Rozchodniki, wrzosy i hortensje wiechowate mają swój czas

Pięknie kłoszą się rozplenice

A letnia rabata idzie powoli spać
 Cieszą oczy, dojrzałe hosty. Udało mi się w tym roku zapanować nad inwazją śliników luzytańskich.
Teraz w ogrodzie czas na przeróbki. Pierwszy w kolejce jest żywopłot. Potem (jak zdążę) chcę zrobić rabatę trawiastą. Jeśli nie zdążę, to choć postaram się przygotować miejsce dla traw, żeby wiosną było już gotowe do sadzenia.
Mam nadzieje, że deszcze już przestaną padać i będzie jeszcze całkiem przyjemnie :)

Do następnego razu, papa :)




niedziela, 27 sierpnia 2017

Wakacyjne, kwiatowe decoupage

Witam wszystkich po kolejnej długiej przerwie.

Do tego, tak na prawdę, nie wiem kiedy znów się zjawię.  Jednak przeglądając Wasze blogi dowiedziałam się o wakacyjnej lekcji decoupage u  Reni i Justyny.  U mnie co nieco się robi, więc może i ja wstąpię za próg bloga Reni i dołożę troszkę od siebie?

Wakacyjnie ma być dowolnie, pod warunkiem, że będzie kwiatowo-ogrodowo:

"a dla chętnych prosimy zainspirować się kwiatami ogrodowymi, czyli róże, hortensje, goździki i wszelkie inne kwiaty mile widziane."

Pierwsza praca to zawieszka do altany ogrodowej, dla dwójki wspaniałych pasjonatów ogrodnictwa i roślin. Co prawda, Oni sami jeszcze nie wiedzą, że to dla Nich. Ja z kolei nie wiem, czy będzie się im podobało. Ale spróbowałam. A ponieważ oboje nie czytają mojego bloga, mogę spokojnie pokazać co przygotowałam.
Motyw jak najbardziej kwiatowo-ogrodowy, piwonie .






Druga praca powstała w związku z nadaniem nazw ulic :)
Gdy dostaliśmy pismo z nowym adresem,  mąż stwierdził, że powinnam zrobić szyld. Taki, żeby był jedyny i najpiękniejszy w całej wsi, Żeby nikt takiego nie miał :)

Nie wiem czy jest najpiękniejszy. Na pewno nie jedna osoba zrobiłaby to lepiej. Ale na pewno jest inny niż u wszystkich :))))))))))))))))




Obie prace dodaję do zabawy decu u Reni i Justysi, mając nadzieję, że mój niebyt blogowy, nie wyeliminuje mnie z brania udziału w lekcjach decu :)

Ponieważ znalazłam jeszcze zabawę, którą prowadzi Renia:

moja pierwszą zawieszkę, zrobioną na prezent, dodaję do świątecznego hand made :)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich :)



piątek, 16 czerwca 2017

Ziemia kłodzka, trochę transferu, trochę decoupage

Witam wszystkich razem i każdego z osobna :)

Bardzo dziękuję za życzenia i za to, że odwiedzacie moja stronę pomimo mojego nikłego nakładu pisarskiego ;)

Ostatni weekend spędziłam w cudownej scenerii Kotliny Kłodzkiej. Kto był, ten wie jak piękne okolice można podziwiać. Pierwszy raz byłam w Górach Stołowych i od razu mówię, weekend to stanowczo za krótko.
Celem naszej podróży był V Ogólnopolski Zlot Miłośników Ogrodnictwa organizowany przez forum ogrodnicze zielonozakreceni.pl . Był to zarazem pierwszy zlot zielono zakręconych.  Forum jest młode, powstało w ubiegłym roku, ale zgromadziło mnóstwo osób, które kochają świat roślin i zwierząt.
W trakcie Zlotu zwiedziłam Arboretum w Wojsławicach

Arboretum jest ogromne, kilka godzin wędrowania pomiędzy idealnie skomponowanymi rabatami. Rozmach zapiera dech.

Grulichowe Skały
Ogród w naturalnej scenerii gór Stołowych, w Czechach. Stworzony przez właściciela, pana Jaromira. Jaromir Grulich był alpinistą. Do swojego ogrodu sprowadzał rośliny z całego świata i sadził je w szczelinach skalnych często wisząc na linach. Zmarł nagle, a jego skremowane ciało żona pochowała w niszy skalnej w ogrodzie.
Nad ogrodem pieczę przejęła żona Pana Jaromira, Maria. Jednak i tutaj ludzie są jacy są i często nocami wykopują cenne rośliny z miejsc dostępnych. Ogród nie jest ogrodzony.

Japoński Ogród w Jarkowie.
Również ogród prywatny. Założony przez pasjonata. Piękne miejsce idealnie skomponowanych roślin. Całości dopełniają stylowe ozdoby małej architektury. Ogród założony został przez pana Edwarda Majchera w całości z jego własnych funduszy. Jest jednym z dwóch takich w Polsce.  Do zwiedzania dostępny jest od 2003 roku. Pan Edward nie pobierał opłat, przy wejściu była skarbonka i każdy zwiedzający mógł zostawić kilka złotych, według własnego uznania. Oczywiście, jak można się domyślić. Urząd Skarbowy położył swoją pazerną dłoń na skarbonce. Teraz opłaty są pobierane, a pan Edward nadal na pomoc ze strony państwa naszego liczyć nie może.







Prywatny ogród Państwa Grochowskich w Radkowie
zachwycił mnie najbardziej. Niedostępny dla zwiedzających. Miejsce gdzie naprawdę można odpocząć, wsłuchać się w przyrodę. Złożony z kilku ogrodowych pokoi, każdy o innym charakterze i każdy tak samo przytulny. Właściciele mają obok dużą szkółkę roślin.





To tylko kilka zdjęć z wypełnionych po brzegi dwóch dni. Więcej możecie oglądnąć i poczytać na forum, na które serdecznie zapraszamy :)


Na pamiątkę, każdy ze zlotowiczów otrzymała zakładkę do książki, wykonaną przeze mnie :)



Zakładki były robione dwoma metodami. Część to transfer zdjęcia, a część decoupage z drukowanego logo na papierze śniadaniowym :)

A teraz lecę do Was nadrabiać zaległości :)


sobota, 20 maja 2017

Podziękowania

Witajcie,

Czas pędzi do przodu i ani się obejrzałam, kolejny rok za mną. Nie blogowy, kolejny rok mojego życia. Wchodzę sobie teraz w dwie piątki :) Lubię piątki (cyfry, choć dni tygodnia również :)) i nie wiem dlaczego, kojarzą mi się z czerwienią. Mam więc nadzieje, że ten rok będzie dobry, może troszkę szalony... hmmmm... ja właściwie nie robię szalonych rzeczy. No to może taki.... ekspresyjny, jak czerwona piątka :)

A propo's szalonych rzeczy. Szłam sobie niedawno ulicą, a za mną szła grupka  młodych ludzi. Jedna z dziewczyn opowiadała swoje przeżycia z rozmowy kwalifikacyjnej:
"Zapytali mnie jaką zrobiłam w życiu najbardziej szalona rzecz"
Nie dowiedziałam się co odpowiedziała, bo nasz drogi się rozeszły, ale zastanowiło mnie to pytanie. Kurcze, ja wcale nie robiłam żadnych szalonych rzeczy. I tu moje pytanie: czy zostałabym przyjęta do tej pracy? Nie wiem jaka to miała być praca, ale taka niepewność mnie dręczy do tej pory. Chyba dobrze, że już mam tyle lat ile mam i nie muszę robić szalonych rzeczy, żeby dostać pracę :))))

Wszystkim, którzy złożyli mi życzenia na maila, na FB i pocztą, bardzo serdecznie dziękuję za pamięć i za to, że Wam się chciało :)

Dostałam dwie cudowne, misterne, artystyczne karteczki.
Pierwsza przyleciała od  Ani Iwańskiej.


Druga od  Ewuni Jurewicz .
Dziękuje Wam bardzo, sprawiłyście mi wielka niespodziankę i radość.

***

W ostatnim poście pisałam o wymiance z Jadzią. Moja praca do Jadzi dotarła, więc mogę ją Wam przedstawić, chociaż, kto u Jadzi bywa, ten widział. Dla tych co nie widzieli, pokazuję. Naszyjnik z lnianej dratwy w kolorze ecru, z koralikami.


I to by było na tyle, lecę do ogrodu :) Pa.